M e n u

  Stowarzyszenie
  » home
  » news
  » aktualne
  » wpisy
  » chat
  » kontakty
  » w mediach
  » co sądzisz...
  » tapety
  » bannery



  Powietrze
  » paralotnie
  » spadochrony
  » lotnicze

  Woda
  » wodne

  Ziemia
  » naziemne

  Paraturystyka
  » St. Hilaire



media o nas


Władysław Borowiec

 C e l o w a n i e   w   p a t e l n i ę

Nie są przesądni, ale zamiast słowa strach wolą mówić: stres


     Spadochroniarstwo to bezpieczny sport, nie to co na przykład żużel — twierdzi Krystyna Pączkowska z Wrocławia, która ma za sobą 6645 skoków. W tym niebezpieczny wypadek, gdy podczas skoku wpadła w spadochron koleżanki, plus kilka złamań i kilka lądowań na zapasowym spadochronie, gdyż główny się nie otworzył.
     — Gdyby coś się wydarzyło, to pociągnijcie za te rączki, ale na pewno wszystko będzie w porządku — pociesza nas Bogusław Marszałek mający za sobą 5,5 tysiąca skoków. Ktoś pomaga nam zapiąć uprzęże spadochronów. Polecimy z trzema 3-osobowymi ekipami skoczków, którzy sfrunąwszy z wysokości tysiąca metrów spróbują trafić w punkcik o średnicy... 3 centymetrów. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale właśnie na tym polegają skoki spadochronowe na celność lądowania.
     Zawodnicy lądują na specjalnym materacu, na którym zainstalowano urządzenie elektroniczne nazywane popularnie patelnią. Ma średnicę 32 centymetrów, a w środku żółtą 3-centymetrową plamkę. — Jest to konkurencja diabelnie trudna — zapewnia Paweł Międlar, rzecznik VII Międzynarodowych Mistrzostw Polski w Celności Lądowania. — Zawodnicy specjalnie obcinają sobie obcasy, by łatwiej było stwierdzić trafienie w żółty punkt.

Twarze skupione, uśmiechy wymuszone

     Zakładamy spadochrony, bowiem przepisy mówią, że przy otwartym luku, każdy na pokładzie samolotu musi go mieć. Wzbijamy się na wysokość tysiąca metrów. Wśród dziewiątki skoczków członkowie Stowarzyszenia Sportów Ekstremalnych z Mielca i dwie panie z łączonej reprezentacji Nowego Targu i Szczecina. Im bliżej otwarcia drzwi w samolocie, tym twarze bardziej skupione, a uśmiechy nieco wymuszone. Tuż po starcie, niemal wszyscy uczynili znak krzyża. Pierwszy ze skoczków otwiera luk. Skaczą pojedynczo. Jedni salutują na pożegnanie, inni podnoszą kciuk. Mariusz Graniczko z Mielca pomaga przypiąć fotoreportera "nowin" pasem do siedzenie, by go nie wywiało na zewnątrz. Zajęty fotografowaniem nie może się trzymać linek zabezpieczających.
     W powietrzu szpanuje dwóch braci w eleganckich czerwonych kostiumach z żółtymi wypustkami. Także spadochrony mają niezwykłe. Nie tylko z wyglądu, bowiem na każdym widnieje sierp i młot, ale przede wszystkim dlatego, że są bardzo szybkie w opadaniu. — Nawet mistrzowie świata zabijają się na tak szybkich spadochronach — twierdzą instruktorzy. Dwaj bracia, przybysze ze Wschodu, nawet nie próbują lądować blisko materaca z pomiarem celności. Jeden trafia w zboże, drugi gdzieś w obrębie lotniska.
     Na VII Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w Celności Lądowania zgłosiła się rekordowa liczba zawodników — 62, w tym osiem kobiet. W sumie cała krajowa czołówka z mistrzami świata i Europy włącznie.

Spadochroniarki w kostiumach kąpielowych

     Wśród jurorów i organizatorów także sławy spadochroniarskie, np. Krystyna Pączkowska, obecnie fotoreporterka "Przeglądu Sportowego". Opowiada jak kiedyś, w trakcie skoku, wpadła koleżance w czaszę spadochronu. — Lądowałyśmy na moim spadochronie, z tym, że ja nie miałam możliwości sterowania, ani wykonania żadnych ruchów, bo byłam splątana linkami spadochronu koleżanki. Całe szczęście, że byłyśmy młodymi zawodniczkami, miałyśmy za sobą po około 300 skoków i byłyśmy tak wystraszone, że nic nie robiłyśmy przez dłuższy czas. Jakieś 50 metrów nad ziemią koleżanka otworzyła zapasowy spadochron, a ten zaczął gasić czaszę mojego! Ale wszystko i tak skończyło się dobrze.
     Zadziwiająco dużo spadochroniarzy trafia w żółty punkcik. Sędziowie skrupulatnie wpisują osiągane wyniki. Każdy ze skoczków musi oddać pięć skoków, by móc się zakwalifikować do półfinałów. Czekając na swoją kolejkę, spadochroniarki ściągają kombinezony, pozostając w kostiumach kąpielowych i przyciągając większą uwagę widzów niż lądujący skoczkowie.
     Po skoku skrupulatne składanie spadochronu. Od tego zależy bezpieczeństwo przy następnym. Rozmawiając ze spadochroniarzami, pytam ich przede wszystkim o strach, jaki muszą pokonać. Bo to, że każdy z nich go odczuwa, nie ukrywają. Niektórzy tylko zamiast słowa strach, używają określenia stres.

Boją się, ale skaczą

     — Najbardziej nerwowe były skoki między piątym a dziesiątym, bo człowiek zaczynał już widzieć co się wokół niego dzieje i myśleć o tym, co się może stać — mówi Marek Dykas, szef i założyciel mieleckiego Stowarzyszenia Sportów Ekstremalnych. Ma za sobą 1047 skoków. Dwa razy nie otworzył mu się spadochron główny. — Moje reakcje były wówczas dość przemyślane, a do tego było bezpiecznie pod względem odległości do ziemi — twierdzi.
     Każdy mówi podobnie: boją się, albo, jak kto woli, stresują, ale skaczą, bo to jest ich pasja. Pasja, która wciąga. Monika Sadowy-Naumienia, mistrzyni świata w skokach na celność, ma na koncie 3845 skoków i tyle samo chwil stresu, a potem radości. Cztery razy stres był większy, bo spadochron główny się nie otworzył.
     Finały. Niestety żaden z reprezentantów naszego regionu nie zakwalifikował się do najlepszej czternastki. Zaczyna padać deszcz, utrudniając spadochroniarzom manewrowanie spadochronowymi czaszami. Wśród mężczyzn najlepszym okazuje się Jacek Klus, zawodowy żołnierz z Bydgoszczy, wśród kobiet drobna, zgrabna szatynka Monika Sadowy-Naumienia z Krakowa. Drużynowo wygrywa kobieca reprezentacja Wawelu Kraków.

GC "Nowiny" z dnia 9 czerwca 2003 r.



KAY

 Z   c h m u r   n a   z i e m i ę


     Z okazji Dnia Spadochroniarza 21 września na lotnisku odbyły się V Mieleckie Zawody Spadochronowe o Puchar Zarządu XXXVI Oddziału Związku Polskich Spadochroniarzy. W zawodach wzięli udział skoczkowie z Rzeszowa, Kielc, Stalowej Woli, Lublina i oczywiście z Mielca. Sędzią głównym zawodów był Władysław Ryś, a kierownikiem skoków Bogusław Marszałek. Po trzech kolejkach skoków wyłoniono zwycięzców indywidualnych i zespołowych. I miejsce zajął Wiktor Król z Kielc, II miejsce Jarosław Zagnieński z Kielc, III miejsce Wiesław Guzik z Rzeszowa, IV przypadło Markowi Dykasowi z Mielca. Drużynowo na pierwszym miejscu uplasował się Aeroklub z Kielc, na drugim Stowarzyszenie Sportów Ekstremalnych z Mielca,a na trzecim SATLAND Kraków oddział Kielce. W zawodach brała udział jedyna kobieta, urocza blondynka Aneta Gergont - studentka z Rzeszowa. Puchary i upominki rzeczowe zwycięzcom wręczali Józef Smaczny, starosta, Lucjan Surowiec, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, Kazimierz Strugała, członek Zarządu PZL Mielec, Zdzisław Swół, prezes XXXVI Oddziału ZPS w Mielcu oraz ppłk. rez. Bronisław Kowalczuk, prezes mieleckiego koła ZBŻZiOR WP.
     Po oficjalnym wręczeniu nagród, odbyła się "rodzinna uroczystość" z okazji 65. rocznicy urodzin Władysława Rysia, ktory otrzymał okazały tort i wysłuchał serdecznych życzeń. Drugi tort na ręce prezesa Marka Dykasa otrzymało całe Stowarzyszenie Sportów Ekstremalnych z okazji ukończenia I-go roku działalności. "Sto lat" gromko brzmiało na lotnisku. Atrakcją dla zaproszonych gości były loty widokowe nad Mielcem.

TR "Korso" z dnia 25 września 2002 r.



Edward Guziakiewicz

 E k s t r e m a l n i   m i e l c z a n i e


     Stowarzyszenie powstało w 2001 roku, a od początku prezesuje mu Marek Dykas, będący nie tylko skoczkiem spadochronowym i paralotniarzem, ale również miłośnikiem latania na szybowcach, płetwonurkowania i hippiki. Marek Dykas jest z zawodu fotografikiem i fotoreporterem. Prowadzony przez niego w centrum miasta Zakład Fotograficzny "Stokrotka" przyciąga zainteresowanych udaną fotografią artystyczną i stanowi punkt zborny entuzjastów "ekstremy".
     Do utworzenia Stowarzyszenia Sportów Ekstremalnych Mielec (
www.ekstremalne.maxi.pl) doszło nie tylko dzięki niemu, ale również dzięki kilku innym mieleckim pasjonatom i zapaleńcom. Wypada wymienić tu kilka nazwisk: Andrzej Gąsior, wiceprezes i opiekun koła wodnego, Jarosław Strzałka i Maciej Weryński, założyciele prężnej grupy paralotniowej w Mielcu, czy Tomasz Kuczewski, instruktor jazdy konnej, prawdziwa alfa i omega sportu. Zasłużyli się w tej dziedzinie również inni, a ich działalności warto poświęcić nieco uwagi.
     Tworzący to środowisko mielczanie, jest ich tu obecnie około pięćdziesięciu, angażują się w różne dostępne im dyscypliny sportowe. Latają, skaczą, pływają, uprawiają hippikę, bungee jumping, penetrują jaskinie... Czasy są trudne, o czym wszyscy wiedzą, i na Pokarpaciu raczej trudno coś ciekawego zorganizować. Ci, którzy się tu skupili, na ogół cieszą się sporym doświadczeniem i mnóstwem ciekawych pomysłów, więc przeważnie podejmowane w tym gronie inicjatywy nie spalają na panewce. 
     Sekcją paralotniarstwa, skupiającą około 12 - 14 entuzjastów, kierują wspomniani wyżej Maciej Weryński i Jarosław Strzałka, a także Mirosław Misiarz. Mieleccy glajciarze wyjeżdżają zwykle w grupach 4 - 5 osobowych i najczęściej w czasie weekendów. Mają swoje ulubione zakątki. To wzniesienia Jarmuta (773 m n.p.m.) i Palenica - Kalenica (772 m n. p. m.) koło Szczawnicy, Wdżar, góra na granicy Pienin i Pasma Lubania, nad wsią Kluszkowce, Nosal, szczyt w Tatrach Reglowych (1206 m n.p.m.), znany polskim paralotniarzom przede wszystkim z dorocznych majowych Zakopiańskich Zawodów Paralotniowych, Skrzyczne (1257 m n.p.m.) najwyższa elewacja polskiej części Beskidu Śląskiego, na południe od Szczyrku, wcinający się w dolinę Nidy Garb Pińczowski czy wreszcie zielone wzniesienia w Bieszczadach. Od czasu od czasu decydują się na wypady zagraniczne i chętnie wspominają paralotniowe Eldorado we Włoszech, czyli Bassano del Grappa, gdzie latali późną jesienią 2001 roku, czy urocze zakątki Austrii. Korzystają ze sprzętu rekreacyjnego.
     Sekcja spadochronowa ma w stowarzyszeniu wyrównaną pozycję, a to dzięki wieloletnim tradycjom Aeroklubu Mieleckiego. Rekordzistą jest Robert Antoń, świeżo upieczony instruktor spadochronowy, który posiada na swoim koncie około 2200 oddanych skoków, a po nim Marek Dykas, który z kolei w czerwcu świętował w Nowym Targu swoją "tysiączkę". Skaczą też inni. Ponad 300 oddanych skoków mają Sylwester Kozak i Rafał Piękoś. Mariusz Graniczka ma ich około 250. W przedziale 100 - 200 skoków mieszczą się Krzysztof Skowron, Paweł Winiarz, Andrzej Barłomowicz i Bartłomiej Gracz. Krzysztof Kasprzak ma ich 47. Chlubą sekcji jest narybek. Pierwszy raz w życiu skoczyły na spadochronie trzy mieleckie amazonki: Małgorzata Kozioł, Elżbieta Kozioł i Ewa Łabądź. W tegorocznym sezonie lotnym członkowie sekcji oddali około stu pięćdziesięciu skoków, głównie w Nowym Targu, który nazywają mekką spadochronową. Korzystają również z lotnisk w Rzeszowie, Krośnie i Stalowej Woli. W dniach 12 - 14 lipca odbywały się VI Międzynarodowe Mistrzostwa Spadochronowe w Celności Lądowania ZPS Stalowa Wola 2002, a sekcja była reprezentowana w składzie trzyosobowym. Zajęte miejsca to szesnaste, siedemnaste i dwudzieste drugie. Członkowie sekcji mają ambitne plany i chcą się znaleźć w czołówce polskich spadochroniarzy. Czynią starania o nowy sprzęt spadochronowy, interesują się działalnością survivalową. Zamierzają ponadto znaleźć bazę lokalową w Stalowej Woli, gdzie dobrze im się układa współdziałanie z tamtejszym Aeroklubem, którego dyrektorem jest Waldemar Lekan. Podkreślają, że zacieśnia się ich współpraca ze Związkiem Polskich Spadochroniarzy, a w rozmowach pada nazwisko jego prezesa, gen. bryg. Januarego Komańskiego.

"Wizjer Regionalny" z dnia 22 sierpnia 2002 r.



(kk)

 F o t o g r a f u j m y   l a t a n i e


    Takie zdjęcia się nam podobają. Jest to próbka bogatej twórczości fotograficznej Marka Dykasa z Mielca, szybownika, skoczka spadochronowego (niedawno świętował tysięczny skok), paralotniarza, a z zawodu - fotografika, którego Zakład "Stokrotka" w centrum Mielca przy okazji stanowi punkt zborny miejscowych entuzjastów "ekstremy".
     Marek jest współzałożycielem i prezesem powstałego w ub. r. Stowarzyszenia Sportów Ekstremalnych Mielec. Stowarzyszenie posiada bardzo aktywnie prowadzoną stronę internetową, na którą naprawdę warto zajrzeć choćby z czystej ciekawości www.ekstremalne.maxi.pl. Można tam obejrzeć wiele zdjęć jak te, ktore tu prezentujemy, a także filmy i materiały dźwiękowe.
     Marek potrafi zawrzeć w swoich zdjęciach entuzjazm, radość i adrenalinę - wszystko co towarzyszy sportom lotniczym. Patrząc na nie, trudno nie zadać sobie pytania: a gdzie był ten, co trzymał aparat? Tu jest klucz: leciał (spadanie to też latanie) razem ze swoimi bohaterami.
     Zamieszczamy tu też dwa udane autoportrety Marka. Do jego zdjęć będziemy jeszcze nieraz powracać. A teraz poczujmy pęd powietrza i trzeci wymiar...

Tekst ilustruje sześć wybranych barwnych fotografii.

"Przegląd Lotniczy", 08/2002 (96), s. 24 - 25




<..HOME